Był sobie pies - W. B. Cameron

Są trzy rodzaje ludzi. Ci pierwsi podczas czytania zerkają na ostatnią stronę, by dowiedzieć się szybciej zakończenia. Ci drudzy robią wręcz przeciwnie, nawet przez myśl im nie przejdzie, by zerknąć na sam koniec. I zostają ci trzeci, aż gęsia skórka przechodzi przez ciało na samą myśl. Oni nie czytają totalnie nic. Nic. Ci najbardziej mnie przerażają.

Zdecydowanie mogę o sobie powiedzieć, że należę do pierwszej grupy. Z ręką na sercu przyznaję się, że nigdy nie przeczytałam książki bez zerknięcia na i tak nie zrozumiałe mi na początku zakończenie. Aż do teraz.
I choć dziś już nie pamiętam dlaczego kupiłam "Był sobie pies" nie żałuję. Może przyciągnęły mnie te oczy na okładce? Może napis, że film nie dawno wszedł do kin? Na pewno nie opis, nie przypominam sobie, bym go czytała. Na pewno nie autor, poznałam jego twórczość właśnie teraz. William Bruce Cameron urodził się w 1960 roku. To amerykański pisarz, publicysta i humorzysta.
Chłopiec pachniał błotkiem, cukrem i jakimś obcym mi zwierzęciem. Od jego palców poczułem lekki zapach mięska, więc je wylizałem. Pod koniec dnia znałem go już na pamięć i poznałbym go wszędzie, nie tylko po zapachu. Poznałbym jego twarz, dźwięk głosu, gesty. (...) Zjemy kolacyjkę? zapytał mnie chłopiec. Jak dla mnie bomba! 
Książka opowiada o życiu, a bardziej o życiach najlepszego przyjaciela człowieka. Każde z wcieleń przygotowuje Bailey'a do jego prawdziwego przeznaczenia. Książka napisana jest z perspektywy psiaka (à la wspomnienia), co nie oznacza, że nie występują dialogi. Fabuła rozgrywa się w latach 60 - tych ubiegłego wieku, natomiast jej kres osadzony jest w naszych czasach. Książkę śmiało można podzielić na cztery części - cztery wcielenia, zupełnie inaczej niż w jej adaptacji filmowej - 5 wcieleń.
Bailey życia łatwego nie miał, za to nie mógł narzekać na nudę. To pies różnych ras, różnej płci, ale zawsze o wielkim, wspaniałym serduchu. I tak, od życia w ciele o imieniu Tobby, przeradza się w Bailey'a, który nie widzi świata poza jego chłopcem Ethan'em. Z Ethan'em mają różne przygody. Psina nie raz ratuje chłopca z ogromnych tarapatów, i nie zawsze był za nie odpowiedzialny człowiek!. Pies głuptasek ma również innych przyjaciół, jest nim choćby Jasper - osiołek na farmie dziadka. W tym życiu uczy się, że należy bawić się zawsze, gdy jest ku temu okazja. Z czasem przychodzi pora na odejście z tego świata, a Bailey odradza się w kolejnym wcieleniu nie rozumiejąc dlaczego. Całym sobą wierzył, że wypełnił swoje przeznaczenie.
Tym razem wciela się w suczkę Ellie. Nasz Beiley staje się psem policyjnym, ratuje ludzi niejednokrotnie. Jest bohaterem, ale i tu przychodzi na niego kres, którego się nie boi. I mimo, że wciąż tęsknił za swoim chłopcem wierzy, że już się nie odrodzi, że o to w tym wszystkim chodziło. O ratowanie istot ludzkich. Niestety i tym razem się myli.
W tej przygodzie trafia do złego miejsca, z którego w ostateczności zostaje wyrzucony i zdany tylko na siebie. Przydadzą się teraz umiejętności z dawnych żyć. Beiley zaczyna węszyć. Wyczuwa coś. Coś czego się nie zapomina. Czy odnajdzie swojego chłopca? Czy dopełni wreszcie swojego przeznaczenia? I czym jest do licha podrzucak?

Czytając opinie w Internecie o "Był sobie pies" znalazłam informację, że jest to historia, przez którą na pewno będę płakać. Nie uwierzyłam. Miałam powód. Książkę zakupiłam pod koniec 2017 roku. Od tamtej pory pierwszy rozdział przeczytałam co najmniej trzy razy. Za każdym razem ciągnął się dla mnie jak flaki z olejem. Aż do teraz.
Postanowiłam, że poczytam córci o piesku, zapominając o dawno przeczytanych opiniach. Dobrnęłam do końca drugiego rozdziału, gdy Kornelia zasnęła. A ja, zanim się obejrzałam byłam z Tobby'm w Zagrodzie. Zakończenie pierwszego wcielenia zszokowało mnie. Nie czułam ogromnego żalu. Działo się to dla mnie tak szybko, że byłam zaskoczona końca. Pomyślałam, ale jak to?! Dopiero początek książki, a już go uśpiono?, wtedy zdałam sobie sprawę, że nie przeczytałam opisu na okładce.
Następne części doprowadziły mnie do łez. Łącznie płakałam trzy razy. Żadnej łzy nie żałuję. W. Bruce Cameron opisał historię w taki sposób, że człowiek wczuwa się w każdą przygodę zwierzęcia. Z niecierpliwością czekałam, aż usiądę do lektury po obowiązkach domowych. Serdecznie polecam pozycję i młodszym, i starszym. Radziłabym jednak, by najmłodszym włączyć jego adaptację filmową, mimo iż jest dużo różnic, główny sens jest zachowany, a zakończenie jeszcze szczęśliwsze. Do historii warto wracać. Ja wrócę na pewno.

tytuł: Był sobie pies
autor: William Bruce Cameron
ilość rozdziałów: 32
ilość stron: 391
przełożył: Edyta Świerczyńska
wydawnictwo: kobiece (Białystok 2017)
ocena: 5/5




Komentarze

  1. "Śnieżynka"
    Autor wbija czytelnika w fotel tą książką. To prawda, czytałam ją przedpremierowo i już wtedy napisałam u siebie: zaczęłam płakać w połowie książki i nie skończyłam, póki nie zamknęłam ostatniej strony. Luby się na mnie patrzył (czytałam u niego w pokoju) zdziwiony, bo jeszcze się to nie zdarzyło: czytam, a łzy lecą strumieniem. Po prostu lecą. A ja czytam dalej, bo oderwać się nie potrafię ;) Cieszę się, że koniec końców przekonałaś się do tego tytułu. Pozdrawiam :)

    MOJA ODPOWIEDŹ

    O tak, wbija. Moi domownicy już spali, gdy ją kończyłam. A kończyłam o 2 w nocy! I przyznam, że po tym wzruszeniu spało się o wiele, wiele lżej. Pozdrawiam :]

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

W labiryncie - D. Carrisi

Był sobie pies 2 - W. B. Cameron

Ring Girl - K. N. Haner