Córka zegarmistrza - K. Morton

Gdy byłam mała uwielbiałam siadać wśród dorosłych i słuchać stare historie rodzinne. Często zauważano, że jestem wiernym słuchaczem, więc posuwano się o krok dalej i opowiadano coraz to straszniejsze historie, aż docierano do opowieści o duchach. Mimo, że tamte lata już minęły a gawędziarze także odeszli, wiele się nie zmieniło. Historie nadal żyją, przekazywane z pokolenia na pokolenie. One żyją w nas.

Z "Córką zegarmistrza" spotkałam się przy promowaniu jej premiery w Polsce. Odkąd zobaczyłam jej okładkę i opis, marzyłam, by zagłębić się w historię, którą zawiera. Miałam ogromne szczęście, bo krótko przed premierą odpisało mi Wydawnictwo Albatros, proponując między innymi właśnie tę powieść. Byłam wielce zaskoczona i uradowana prędkością dostarczenia mi "Córki zegarmistrza", pisałam o niej w czwartek, a w piątkowy ranek miałam ją już w swoich łapkach! To moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki i wiem, że nie ostatnie.

Kate Morton na swoim koncie, łącznie z recenzowaną przeze mnie książką, ma 6 powieści. Pochodzi z Australii, jest najstarsza z trzech sióstr. Studiowała w Londynie, uzyskała dyplom z literatury angielskiej. Prywatnie jest matką trojga synów: Oliver'a, Louisa i Henry'ego oraz żoną Davin'a.

Historia, która jest zawarta w "Córce zegarmistrza" jest wielowymiarowa i ośmielę się powiedzieć, że znajduje się gdzieś ponad czasem. Czytając ją, poznamy jednocześnie wiele żyć, ale też i jedno, te najważniejsze. Już od pierwszych stron znajdujemy się w starym budynku w Birchwood, pamiętającym czasy sprzed królowej Elżbiety, na ziemi "świętej" - magicznej, mającej bardzo bogatą historię.
Życie jest długie - stwierdził ze spokojem, nie odrywając wzroku od ekranu. - A nie łatwo być człowiekiem.
Nie mamy pojęcia kim jest narrator oprócz tego, że jest kobietą. Opowiada nam wszystko w bardzo tajemniczy sposób, stopniowo wciągając nas w kolejne słowa, zdania, strony. Zastanawiamy się razem z bohaterką, kim jest jej gość, czego szuka, czy zostanie na dłużej. Niestety jest jedno "ale". Jedyną opcją do porozumienia się z nim lub zdobycia o nim jakichkolwiek informacji jest podchodzenie bliziutko i podsłuchiwanie naszego gościa. I gdy chcemy podążyć za jego krokami, Birdie przenosi nas do czasów sprzed 150 lat!, do jej wspomnień. Wątek ponownie zostaje urwany, a ziarnko ciekawości zostało zasiane. Bardzo zgrabnie przeskakujemy do Londynu, do naszych czasów, gdzie poznajemy młodą archiwistkę Elodie. Pewnego dnia odkrywa nieskatalogowane pudło, a w nim starą skórzaną torbę, zdjęcie zniewalająco pięknej kobiety i szkicownik artysty, z rysunkiem, który (dziewczyna ma nieodparte wrażenie) doskonale zna. Trzydziestojednolatka nie ma wiele informacji, ale czuje w głębi duszy, że musi poznać prawdę. Wie, że to wszystko jest w jakiś sposób z nią związane. Jak się wkrótce okazuje, nie tylko z nią, bo powieść zawiera kilka żyć - powiązań z domem nad Tamizą. Co stało się na prawdę tamtego lata? Czy Błękit Radcliffe'ów został na prawdę skradziony? Co ma z tym wszystkim wspólnego Elodie? Czy imię Lily zostanie oczyszczone i poznamy jej prawdziwą tożsamość?
Jedno wiem na pewno: kiedy wrócą, ja wciąż tu będę. (...) Może kiedyś znowu opowiem swoją historię (...). To dobra przejmująca opowieść o prawdzie i honorze, o dzielnych dzieciach i szlachetnych uczynkach. (...) Ludzie (...) zapominają jednak, że najpotężniejszymi talizmanami są historie, które opowiadamy sobie i innym. Dlatego będę czekała.
Autorka świetnie opisuje sytuacje, które muszą przeżyć bohaterowie jej książki. Czytelnik nie raz może doznać szoku, choćby w historii Ady Lovegrove lub w momencie, gdy zorientuje się, gdzie znajduje się zaginiona kobieta. Morton potrafi nas wzruszyć, rozbawić, rozkochać, a nawet znienawidzić pewne postaci. Och, jak ja nie cierpię Thurston'a! No zabiłabym dziada, albo Martina.. Ale gdyby nie oni, nie byłoby całej historii. To cudowne i przeklęte wiedzieć, ile bohaterów złych i gorszych musi powstać, by historia się dokonała taka, a nie inna. Kate wspaniale połączyła czas przeszły i obecny. Idealnie łączy wspomnienia z dochodzeniem, kto ukradł, kto zabił, kto kochał. Niestety czuję niedosyt. Dziwne prawda? Po ponad 500 stronach ja czuję niedosyt. I być może to, co się stanie wkrótce po zakończeniu powieści, pójdzie w dobrą stronę, chciałabym zobaczyć na stronach, że bohaterowie jednak wybrali tę najlepszą opcję, jak potoczyło się ich życie dalej, chociaż z miesiąc.. Kate Morton zapewne zrobiła to z zamiarem, by zostawić w nas poczucie ciekawości. Mogła urwać też wątek z myślą Przecież wszystko już wiadome, nie trudno się domyślić, co będzie dalej lub Główną bohaterką jest córka zegarmistrza, jej historia dobiegła końca, albo To miała być historia, która zapadnie Ci w pamięć do końca życia. I tak. Wiem jedno. Zapadła. I pozostanie w niej na zawsze. Gdybym była dobrym gawędziarzem, historię kochanej Birdie opowiadałabym każdemu. Ale nie jestem, więc mogę tylko namawiać do przeczytania tej według mnie najlepszej książki roku.

tytuł: Córka zegarmistrza
autor: Kate Morton
ilość rozdziałów: 44
ilość stron: 539
przełożył: Anna Dobrzańska
wydawnictwo: Albatros (2019)
ocena: 5/5




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

W labiryncie - D. Carrisi

Był sobie pies 2 - W. B. Cameron

Ring Girl - K. N. Haner