Krysia. Mała książka wielkich spraw - M. Grzesiak
Odkąd dowiedziałam się, że jestem w ciąży, czekałam aż poczuję pierwsze ruchy, potem aż dziecko się urodzi i je przytulę. Gdy się urodziła, czekałam na pierwsze kroki i pierwsze "mama, tata". Teraz czekam aż zacznie porządnie gadać i zaczną się wielokrotne pytania. Gdy będę stara, będę żałowała, że w tym momencie nie zmieniłam nastawienia na tu i teraz, tylko zawsze czekałam na coś. Pora to zmienić póki jest na to czas.
Moja królewna. Moja Kornelia. Dokładnie 7 grudnia 2019r. skończy półtora roku. Czas stanowczo płynie za szybko. Dopiero co byliśmy z mężem na urlopie w Zakopanem, razem z niedowierzaniem i ogromną radością patrzyliśmy na test z dwiema kreskami. Dopiero co, a już minęło tyle czasu. Wkrótce podrośnie, ja zacznę szukać pracy, a nasza mała perełka pozna więcej dzieci z przedszkola. Potem pójdzie do szkoły, dorośnie nim się obejrzę. Gdy o tym myślę mam łzy w oczach, bo chwila moment i wyleci z gniazdka. Wiem, to normalne. Niestety przez mój cholerny pesymizm rzadko potrafię cieszyć się z tu i teraz. Ciężko mi cieszyć się chwilą. Pragnę dać jej jak najwięcej dobrych wspomnień, otulenia, zrozumienia. Jednak muszę pamiętać, że to co teraz do niej mówię będzie żyło również w jej dorosłej już podświadomości.
Książkę "Krysia. Mała książka wielkich spraw" dostałam do recenzji od wydawnictwa IV strona, za co bardzo dziękuję. Początkowo do "Krysi.." podeszłam ochoczo. Potrzebowałam czegoś zabawnego i lekkiego. Po zaledwie kilku rozdziałach musiałam odłożyć tę książkę. Zamiast bawić, męczyła mnie. Czytałam ją przez całe dwa tygodnie. Z żadną tak długo nie walczyłam. Denerwował mnie wszechwiedzący ton dziecka i wypowiedzi matki. Zabawne jest to, że uwielbiając ironię i sarkazm w wypowiedziach, te mnie z początku nie porwały. A nawet sama, gdybym (nie daj Boże!) pisała kiedyś książkę, to pisałabym właśnie takim stylem. Tak więc zaczęłam książkę od nowa. Z pomocą przyszło czytanie na głos naszej Kornelii. Zrozumiałam, co niby było dla mnie zawsze oczywiste. Nie ma przepisu na wychowanie dziecka. W przypadku autorki, gdzie dwójce brzdąców brakującym taty (wyjeżdża do pracy), jest to o wiele trudniejsze. Ale wiecie co? Kobieta daje radę! Jej dzieci są przeszczęśliwe i kochają swoich rodziców takich jakimi są. To my kształtujemy młode osoby, to od nas w dużej mierze zależy ich start w przyszłość. Przyznaję, nie jest to łatwe, a w przypadku (moim) mając w sercu jeszcze stratę dziecka - tym bardziej.
tytuł: Krysia. Mała książka wielkich spraw
autor: Michalina Grzesiak
ilość rozdziałów: 32
ilość stron: 241
przełożył: -
wydawnictwo: IV strona (2019)
ocena: 4/5
Moja królewna. Moja Kornelia. Dokładnie 7 grudnia 2019r. skończy półtora roku. Czas stanowczo płynie za szybko. Dopiero co byliśmy z mężem na urlopie w Zakopanem, razem z niedowierzaniem i ogromną radością patrzyliśmy na test z dwiema kreskami. Dopiero co, a już minęło tyle czasu. Wkrótce podrośnie, ja zacznę szukać pracy, a nasza mała perełka pozna więcej dzieci z przedszkola. Potem pójdzie do szkoły, dorośnie nim się obejrzę. Gdy o tym myślę mam łzy w oczach, bo chwila moment i wyleci z gniazdka. Wiem, to normalne. Niestety przez mój cholerny pesymizm rzadko potrafię cieszyć się z tu i teraz. Ciężko mi cieszyć się chwilą. Pragnę dać jej jak najwięcej dobrych wspomnień, otulenia, zrozumienia. Jednak muszę pamiętać, że to co teraz do niej mówię będzie żyło również w jej dorosłej już podświadomości.
Książkę "Krysia. Mała książka wielkich spraw" dostałam do recenzji od wydawnictwa IV strona, za co bardzo dziękuję. Początkowo do "Krysi.." podeszłam ochoczo. Potrzebowałam czegoś zabawnego i lekkiego. Po zaledwie kilku rozdziałach musiałam odłożyć tę książkę. Zamiast bawić, męczyła mnie. Czytałam ją przez całe dwa tygodnie. Z żadną tak długo nie walczyłam. Denerwował mnie wszechwiedzący ton dziecka i wypowiedzi matki. Zabawne jest to, że uwielbiając ironię i sarkazm w wypowiedziach, te mnie z początku nie porwały. A nawet sama, gdybym (nie daj Boże!) pisała kiedyś książkę, to pisałabym właśnie takim stylem. Tak więc zaczęłam książkę od nowa. Z pomocą przyszło czytanie na głos naszej Kornelii. Zrozumiałam, co niby było dla mnie zawsze oczywiste. Nie ma przepisu na wychowanie dziecka. W przypadku autorki, gdzie dwójce brzdąców brakującym taty (wyjeżdża do pracy), jest to o wiele trudniejsze. Ale wiecie co? Kobieta daje radę! Jej dzieci są przeszczęśliwe i kochają swoich rodziców takich jakimi są. To my kształtujemy młode osoby, to od nas w dużej mierze zależy ich start w przyszłość. Przyznaję, nie jest to łatwe, a w przypadku (moim) mając w sercu jeszcze stratę dziecka - tym bardziej.
Chodź tu, Jurek. Mama kazałaMichalina Grzesiak książkę faktycznie napisała lekko i zabawnie. Pisze ją w formie a la pamiętnika, nadaje tematy, podkreśla ulubione cytaty córki. Po każdym temacie ("Temat:") następuje wstęp, rozwinięcie oraz zakończenie, czyli moja ukochana rozkmina. Może i to nie jest poradnik, albo jakikolwiek przepis, ale wiecie co? Wystarczyło, że jednak sięgnęłam ciut później po książkę i przepadłam. Może i nie śmiałam się aż się do łez, może i nie płakałam, czy się złościłam. Ale polubiłam Kryśkę i jej zwariowaną rodzinkę ;). Po lekturze czuję się lekka, oczyszczona. Dzieci nie widzą różnic w płci, kolorze skóry, byciu biednym czy bogatym, znaczy.. wiecie.. to nie są jeszcze popsuci ludzie ;) I oby nasze dzieciaki miały takie poglądy jak najdłużej, a najlepiej na zawsze.
się porządnie przeprosić,
tak jak się przeprasza w tym domu.
To oznacza, że muszę Cię przytulić,
Mały Gadzie.
K (Krysia)
tytuł: Krysia. Mała książka wielkich spraw
autor: Michalina Grzesiak
ilość rozdziałów: 32
ilość stron: 241
przełożył: -
wydawnictwo: IV strona (2019)
ocena: 4/5


Komentarze
Prześlij komentarz