Mam na imię Jutro - D. Dibben

Gdy miałam 3 lata dostałam psa. pewnego dnia ktoś ją ukradł. Gdy miałam 9 lat dostałam psa. Dziś ma lat 15. I choć widzę jak jego siły słabną, staje się niedołężny, a ja jak każdy nieodpowiedzialny dzieciak zwaliłam wychodzenie z nim na tatę. I choć już razem nie mieszkamy, to nadal bardzo go kocham, a on kocha mnie.

"Mam na imię Jutro" to w krótkim streszczeniu historia o psie, czempionie, który zgubił swojego pana. W ciągu tych kilku bądź kilkunastu lat przeczytałam kilka książek o najlepszych przyjaciołach człowieka. Z tych, które najbardziej kojarzę to historia Lessie, Belli i Sebastiana, psa, który jeździł koleją, czy Bailey'a. Każda z tych historii łapała za serce, bawiła i co najważniejsze uczyła. Pojawiały się momenty trudnych przeszkód, a także tych dość łatwych do pokonania. Nasi towarzysze byli zazwyczaj dzielni i hardzi duchem, i zawsze szukali w nas sprzymierzeńca. We wszystkich tych historiach pamiętam jedno: były dość proste w odbiorze przez czytelnika; inaczej część z nich nie byłaby bowiem lekturami w szkołach. Z "Mam na imię Jutro" jest inaczej. Owszem, to również historia o psie.

Dotąd żył w spokoju ze swoim ukochanym właścicielem, sporo podróżowali po świecie. W swoim życiu tytułowy bohater poznał wiele osobliwości, był na najznamienitszych balach, widział wznoszące się budowle i upadające narody. Widział radość w tańcu i poczuł co znaczy wojna. Pomyślicie "Jak to możliwe przeżyć tyle w ciągu mniej więcej 20 lat?"  O nie.. Jutro żyje wiele dłużej. Dzięki alchemicznym zdolnościom swojego pana, Jutro żyje prawie 300 lat, i razem z nim stara się zmienić świat na lepsze, aż do pewnego dnia. Gdy czempion pozna już największego wroga ukochanego właściciela minie prawie pół wieku, w Wenecji w tym czasie wyrasta z ziemi kolejna katedra, którą we dwoje pragną zobaczyć.
Jeśli się zgubimy, mój czempionie, czekaj na mnie tutaj, przy drzwiach.
 Jak się zapewne domyślacie czempion zgubił pana. Na schodach katedry czeka na niego od 127 lat! W tym czasie poznaje wielu ludzi i zwierząt. Czeka tak długo, aż pojawia się nowy trop. Trop największego wroga, za którym wyrusza. Bo tam gdzie ten Zły tam i pan. Czy pies odnajdzie swojego właściciela? Czy pokona wroga? Czy zakończy się męka tylu lat życia?

Historia "Mam na imię Jutro" zaskoczyła mnie. Spodziewałam się sielankowej historii pełnej zwrotów akcji na każdym kroku. Spodziewałam się magii i treści typowej dla młodszych czytelników jak u "Był sobie pies". Dostałam natomiast bardzo dojrzałą w słowach historię. Często wydawało mi się, że Jutro jest pojętniejszy i wrażliwszy od człowieka. Ale czy w pewnych przypadkach w życiu realnym tak nie jest? Opisy, które zaserwował nam Dibben prowokują do większego wytężenia umysłu i przeniesienia się w tamte czasy. Całą historię poznajemy z perspektywy psa. Skaczemy w czasie poznając jego retrospekcje. Przyznam, że przez pierwsze około 100 stron męczyłam się, ale po raz kolejny potwierdziło się moje motto: "Co zacząłeś to i skończ." Powieść jak najbardziej polecam, jednak tylko starszym i dojrzalszym czytelnikom.

tytuł: Mam na imię Jutro
autor: Damian Dibben
ilość rozdziałów: 24
ilość stron: 382
przełożył: Janusz Ochab
wydawnictwo: Albatros (2019)
ocena: 5/5


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

W labiryncie - D. Carrisi

Był sobie pies 2 - W. B. Cameron

Ring Girl - K. N. Haner