Tańcząc z delfinami - B. Leon
Czasem jest tak, że człowiek potrzebuje zmian. Stwierdzenie, że jego życie nie ma sensu umacnia go tylko w nicości jeszcze mocniej. Nie można jednak popaść ze skrajności w skrajność. Taka huśtawka nastrojów jest jeszcze bardziej niebezpieczna niż mogłoby się wydawać. Czasem jest tak, że człowiek potrzebuje zmian. Czasem na lepsze, czasem na gorsze. Ważne by nadal potrafił zaufać Bogu.
Po "Tańcząc z delfinami" autorstwa Bonnie Leon nie sięgnęłam z własnej inicjatywy. Nie została mi ona także polecona przez bliskich. Powieść ta, to wynik mojej pierwszej współpracy w przygodzie recenzentki. Przyznam, że byłam dość zaskoczona książką, którą wybrała dla mnie Pani Natalia. Szczerze spodziewałam się jakiegoś romansidła albo kryminału, a tymczasem otrzymałam historię o niepełnosprawnej dziewczynie. Ale do rzeczy.
Bonnie Leon to autorka ponad 20 powieści. W 1991 roku w wyniku wypadku samochodowego trafiła na wózek inwalidzki. W nowej sytuacji udało jej się jednak odnaleźć szczęście, które my możemy podziwiać na kartach wielu książek, m.in. w "Tańcząc z delfinami". Bonnie Leon mieszka w Oregonie (USA) wraz z mężem Gregiem, mają troje dzieci i ośmioro wnucząt.
Już na pierwszych stronach powieści poznajemy główną bohaterkę - młodziutką, bo dwudziestodwuletnią Claire Murray. Uroczą, szczupłą blondynkę o niebieskich oczach. Dziewczyna mieszka wraz z rodzicami na ranczu, a jej ukochanym zwierzęciem jest klacz Cinnamon. Prawda, że wspaniałe życie? I tu Was zaskoczę.. lub nie. Claire od 15 roku życia choruje. Jej serce raz przyspiesza, raz bije zbyt wolno, mięśnie odmawiają posłuszeństwa, a w głowie świat zaczyna wirować. Taki stan rzeczy pojawia się w dobry dzień, o złym można powiedzieć, że wstanie z łóżka to ogromne osiągnięcie. Jej stałymi towarzyszami jest laska, balkonik lub znienawidzony wózek. Tak!, wózek! Dziewczyna ma wspaniałych rodziców i dwie siostry - Autumn (która ma już swoją rodzinę) i również chorą - Melissę (choruje na zaburzenie afektywne dwubiegunowe). Mimo wszystko Claire nie potrafi odnaleźć się w "nowym" dotychczasowym życiu. Usuwa się w cień i z każdym dniem niknie w oczach. Nadarza się jednak okazja, by zmienić coś w dotychczasowej psychicznej wegetacji. Wraz z Tomem - zrzędliwym mężczyzną w średnim wieku, Willow - byłą hipiską, która spokój odnajduje w Bogu i Tailor - największą fanką muzyki country, postanawia przejechać prawie cały kraj by udowodnić sobie, że życie jakie teraz posiada, nie musi wcale być aż tak bolesne. Poszukując samych siebie, a raczej woli do bycia niezależnym w swych chorobach, grupka niepełnosprawnych przyjaciół obiera za cel pływanie z delfinami na wschodnim wybrzeżu Florydy. Widmo wycieczki osób niepełnosprawnych przez cały kraj (trasa Oregon - Floryda) zdanych tylko i wyłącznie na siebie jest ciosem dla rodziny Claire. Mimo wszystko dziewczyna otrzymuje ogrom otuchy od rodziców i Autumn. W ostateczności postanawia dołączyć do przyjaciół z grupy wsparcia. Podróż niestety nie należy do standardowych sielanek. Już w pierwszym dniu wydarza się nieszczęście, którego głównym bohaterem jest kierowca kampera - Tom. Dziewczyny zostają postawione pod ścianą, Willow przejmuje kółko kampera.. i tu los troszkę zaczyna się odwracać w dobrym kierunku. Czwórka zagubionych w sobie ludzi cudem trafia na autostopowicza Seana. Jednak jak się później okazuje to nie koniec ich przygód. Bóg wciąż coś dla nich ma przygotowane. Czy piątka przyjaciół dotrze spokojnie nad Ocean? Co wydarzy się w Salinie? I czy Sean odnajdzie spokój ducha?
Rozejrzał się po ciemniejącym niebie. W powietrzu można było wyczuć zapach deszczu. Pewnie na niego trafią, ale na myśl o tym, że nie wiedzą na co dokładnie mają się nastawić, jego dłonie zaczęły się pocić. Wytarł je o spodnie. Nazwa Monterey wydawała mu się coraz bardziej swojska.
Do lektury ciężko było mi się zabrać. Wiele z nas ma tak, że w obecności osób niepełnosprawnych nie wie jak się zachować lub po prostu się ich boi. Tak, ja też tak miałam. Jestem osobą wierzącą i swoją wiarę praktykuję, niestety treść powieści początkowo przytłaczała mnie. Nie wiem już, czy byłam na to wyczulona, czy nie, ale denerwowało mnie co chwila wspominanie o Bogu i zadawanie przez narratora pytań retorycznych. Z początku ciężko było mi zrozumieć, czy te pytania to jeszcze wypowiedź bohatera, czy nacisk ze strony pisarza, by czytelnik zwrócił na coś szczególną uwagę i usiłował odpowiedzieć na zadane wcześniej pytanie. Tak było do czasu. Autorka bowiem zrobiła coś czego się nie spodziewałam. W tekście zamieściła dwukrotnie tytuły piosenek oddające klimat, który właśnie trwał. Prędko odpaliłam laptop i włączyłam sobie klipy. I wiecie co?! Poczułam się tak, jakbym właśnie przemierzała Stany w obecności bohaterów "Tańcząc z delfinami". To było niewiarygodne, jak zwykła piosenka (moje klimaty - lata '60) może pomóc w pochłonięciu mnie przez książkę. Nagle przestały denerwować mnie i pytania, i wspominki o Bogu, a zaczęłam wszystko czuć tak.. bardziej. Z każdą stroną czekałam na to, co stanie się dalej; gdzie przyjaciele (MOI przyjaciele) pojadą, co mi jeszcze pokażą, co będę mogła z nimi przeżyć. Ta książka zmienia. Nie wierzyłam w to, ale sama po sobie widzę, jak zmieniłam swoje myśli i zachowanie. Człowiek staje się spokojniejszy. Docenia to, co ma. Cieszy się każdym dniem. Staje się empatyczny. Tak jak początkowo strony ubywały mi ślamazarnie, tak teraz po zakończeniu chce się wracać do tej historii, by móc przeżyć wszystko jeszcze raz z Tomem, Willow, Tailor, Claire i Seanem. Tak jak do dobrego znanego nam filmu. Nie spodziewałam się, że właśnie takie odczucia narodzą się we mnie po tej lekturze. To naprawdę cudowna powieść, po którą sięgnąć mogą i starsi, i młodsi. Wiem, że każdy odnajdzie w niej coś dla siebie. I tu muszę podziękować Pani Natalii. Zaufałam Pani w wyborze książki dla mnie, a Pani trafiła w moje gusta idealnie! Dziękuję za to, że poznałam tę fantastyczną piątkę i będę mogła wkrótce wsiąść do kampera kolejny raz. Może tym razem prześledzę naszą trasę na mapie..
tytuł: Tańcząc z delfinami
autor: Bonnie Leon
ilość rozdziałów: 47
ilość stron: 470
przełożył: Jarosław Mrugała
wydawnictwo: Dreams (Rzeszów 2017)
ocena: 5/5





"Kamila"
OdpowiedzUsuńCudowna recenzja. Sposób w jaki opisałaś tę historię jest naprawdę magiczny. Mam nadzieję, że kiedyś sięgnę po tę książkę i pochłonie mnie równie mocno oraz że zmieni także moje spojrzenie na świat i niepełnosprawność.
MOJA ODPOWIEDŹ
Ślicznie dziękuję :) o tak książka zmienia światopogląd. Sięgaj sięgaj i koniecznie daj znać o swoich odczuciach po lekturze, a ja tym samym życzę ci mile spędzonego z nią czasu. :*