Spadek Barbary Tryźnianki - A. F. Paczkowski

Czytając opis tej książki spodziewałam się, że rodzina będzie szukać spadkobierczyni, że na jaw wyjdą jakieś brudne sprawy, że to idealna historia o ludzkiej próżności niezależnej od lat, w których żyjemy. Nie znałam żadnej z powieści Marii Rodziewiczównej, w tym sens i w tym błąd.

Naprawdę rzadko zdarza mi się, żebym zainteresowała się tematyką ludzi żyjących w czasie przedwojennym, to fakt kocham historię mojej rodziny, ale by czytać, to raczej nie. Nie często zdarza mi się również, bym szukała mądrych cytatów w treści. Zazwyczaj wyłapię coś mniej więcej i pamiętam, gdzie mogę znaleźć go, by potem Wam tu pokazać. Nie jest to książka z kopalnią cudnych mądrości, ale przyznaję, że gdy tylko trafiłam na kilka, musiałam wstać z kanapy i ruszyć po kolorowe karteczki. Zaznaczyłam je trzy. Są dość obszerne, ale nie chciałam dziś o tym mówić.
-Jak to życie prędko mija..(...)
-(...) człowiek to myśli, że czasu ma wiele, że dokona czego w życiu, o śmierci nie myśli, bo przecież to rzecz dla starych, takie przemyśliwanie. A potem odwracasz głowę, patrzysz w lustro i widzisz twarz kogoś zupełnie innego. I człowiek zadaje sobie pytanie: czy ta twarz to naprawdę moją jest? Czy może kogoś innego, nieznanego.
"Spadek Barbary Tryźnianki" to historia o próżności w jaką ludzie się zatracają. To historia o lekceważeniu dobrych odruchów ludzkich, a nawet całkowitym ich wyeliminowaniu. To, wreszcie historia o trojgu rodzeństwa, którzy zapomnieli czym jest miłość, wdzięczność, poświęcenie i ciężka praca.

Joanna, Mateusz i Dominik. Postaci złe, okropne, zgniłe do szpiku kości. Zarabiający na cudzym nieszczęściu, pragną wzbogacać się jeszcze bardziej. Wkrótce ich ojciec umiera, przepisując wszystkie pieniądze nieznanej nikomu Barbarze Tryźniance. Rodzeństwo zostaje doprowadzone do szewskiej pasji, zawierają pakt znalezienia kobiety i odebrania spadku po ojcu. Niestety sprawy się komplikują, bo dzieci pana Antoniego nie potrafią ufać nawet sobie nawzajem. Z każdym dniem wiedzie im się coraz gorzej, a widmo Barbary Tryźnianki pojawia się to tu, to tam. Jak zakończy się cała farsa? Ja już wiem!
Nadchodząca zima nie oznaczała zwykłej pory roku, ale czas w jej życiu. Wiosną się rodzimy i dorastamy, latem żyjemy w pełni, działamy, zaś jesienią spowalniamy kroku i przygotowujemy się do zimy, by kiedy nadejdzie, zapaść w zasłużony sen. Bo przecież życie nie jest niczym innym, jak ciężką pracą, dobrze o tym wiedziała. Każdego, na szczęście, czekał zasłużony odpoczynek..
-Życie gra z nami w jakiś niezrozumiały, niepojęty teatr. Jesteśmy jego marionetkami. Wydaje się, jakby niektórzy nigdy nie schodzili ze sceny, a inni.. inni nawet na nią nie wejdą, a wydaje im się, że robią więcej niż pozostali. Tymczasem tacy jak my plączą się gdzieś pomiędzy sceną a zapleczem i pewnego dnia, czekając na swoje wystąpienie, stwierdzają, że żadnego przecież nie ma. Bo już wystąpili. Czekając właśnie na to, co nie nadejdzie..
I żałuję, że autor nie dał dojść do słowa Michalince, że nie pokazał jak dorasta, jakie przyszły mąż miał zdanie o wujostwie. Nie pokazał krok po kroku jak rodzeństwo musi schować godność w buty i schować swoją dumę do kieszeni. Nie pokazał jak zapewne kajali się lub co gorsza, dalej są zadufani w sobie. Ale wiecie co pokazał? Pokazał, że dobro zawsze zwycięży. Wszelaka zaraza zawsze zostanie stępiona dzięki dobrym ludziom. Pokazał, że miłość, ciężka praca, okazanie dobra, współczucie, pomoc zawsze do człowieka wróci z podwójną siłą. Bardzo podobała mi się postać pani Marii - wdowie po Antonim. Śmiać mi się chciało jak wystrychnęła dzieci na dudka. Mieli tyle podpowiedzi, a oni wciąż mieli klapki na oczach. To dobra książka, nie jest idealna, ale dobra. Autor miał na celu zachęcenie nas do czytania powieści Rodziewiczównej (jego inspiracja). Jak najbardziej jestem za, bo styl podany w książce (podobny do inspiracji) przypadł mi do gustu. Dobrze czułam się z tą książką, miałam swoje rozwiązanie zagadki, w części się sprawdziło, szkoda, że historia jednak jest ciut za krótka.
-Często myślę, jak szybko uciekają noce i dnie. Jak z dnia na dzień wszystko potrafi się zmienić. Jak kruche jest życie człowieka i jaki nieznany los. Dziś jest, ale jutro może nie nadejść - mówiła cicho Ignasia do swojego męża. - Czasem przecież jest tylko noc, tak się człowiekowi wydaje, a dnie.. te znowu jakby nigdy ich nie było. Jutro wydaje się takie bliskie, a jednak kto wie, czy nadejdzie i czy będzie tak samo. Życie całe przepracowane, noce przepłakiwane, tęsknota zżera ludzkie serca, a myśli potrafią zabijać tak jak czyny. I ponad wszystkim pieniądz i człowiek gotowy na wszystko, by go zyskać.
tytuł: Spadek Barbary Tryźnianki
autor: Andrzej F. Paczkowski
ilość rozdziałów: -
ilość stron: 239
przełożył: -
wydawnictwo: waspos (2020)
ocena: 4/5


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

W labiryncie - D. Carrisi

Był sobie pies 2 - W. B. Cameron

Ring Girl - K. N. Haner