W ciągu tych dwudziestu czterech lat moimi zwierzęcymi przyjaciółmi były dwa psiaki. Oba posiadają to samo imię: Pimpon. Pierwszym była suczka, piesek nadal jest z nami. Czy ich duszyczki po rozstaniu do mnie wrócą, nie wiem, ale wiem, że taki pies jak Bailey to skarb. Jakiś czas temu w mediach pojawiła się informacja, że Bailey powraca. Nie chciałam w to wierzyć, dla mnie historia zakończyła się po pierwszej części. Gdy dostałam maila z propozycją od Wydawnictwa Kobiecego, wiedziałam, że muszę tę książkę przeczytać. Przyznaję, że dość sceptycznie byłam nastawiona do drugiego tomu. Sądziłam, że będzie to typowy odgrzewany kotlet. Na swoim koncie czytelniczym mam już za sobą psie historie, jedną z nich możesz ponownie przeczytać tu, w "Był sobie pies" (cz.1) , "Mam na imię Jutro" . O ile pamiętam wspominałam Wam, że obie te książki diametralnie się od siebie różnią. "Mam na imię Jutro" to historia dorosła, gdzie pies jest bardziej ludzki i mądrzejszy...
Komentarze
Prześlij komentarz