Ognista królowa - E. R. King
Ostatnio dziwnie czuję się pobudzona. Moja głowa zaczyna motywować mnie do ćwiczeń, wychodzenia na świeże powietrze i czerpania jak najwięcej z każdego dnia. Ograniczam słodycze, ograniczam telefon. Moja świadomość chyba zaczęła dorastać.
Dziś przychodzę do Was z drugim tomem magicznej historii. Na facebooku i instagramie pozwoliłam sobie ominąć typową recenzję książki i przeszłam od razu do mojej opinii, by nie zdradzać zbyt wielu szczegółów. Dopowiedziałam tylko, że nadal śledzimy losy Kalindy, która wciąż włada ogniem. Tym razem szuka ratunku dla imperium. I w tym miejscu ogromnie się cieszę, że mam tego bloga. Mogę się rozpisać. Pozdradzać szczegóły. Streścić zamiast zrecenzować. I szczerze przyznam, że recenzowanie zaczęło mnie nudzić przy dobrych książkach. Najchętniej opowiedziałabym całość i skomentować przy tym zachowania bohaterów.
💛W tej części pojawiają się nowi bohaterowie, nowe imiona, nowe nazwy miejsc, nowe legendy. Część recenzujących zapewne stwierdzi, że jest to przytłaczające, tak jak w "Setnej królowej". No.. nie sądzę. Tak jak w 1 tomie, tak i w drugim Emily R. King według mnie jasno nakreśla, jakie postaci są warte zapamiętania, a na jakie należy uważać, czy mieć je gdzieś na dnie pamięci. Dialogi są żywe, a opisy niezbyt długie. Pokochałam Kalindę na nowo. Jej moc, hart ducha, upartość, obmyślanie planu naprzód, to coś, co powinna mieć każda osoba. Nie znam drugiego takiego bohatera, który pokazuje, ile trzeba mieć w sobie siły, by dążyć do wymarzonego celu. Autorka barwnie opisała kolejne stoczone przez nią walki, przez co czułam zapach, strach, radość podczas tych wydarzeń. Z niecierpliwością czekam na kolejny tom, by znów pochłonął mnie świat Tarachandu, a gdy już przeczytam je wszystkie, z pewnością wrócę do początku lektury, by nigdy nie móc z niej wyjść. Za egzemplarz dziękuje @wydawnictwo.kobiece
Jak na złość Kalinda była kilka razy nieporadna, no wiesz.. taka mega niezdecydowana i jakby jej wszystko z rąk leciało. Fakt, autorka sprawiła, że Kalinda zachowywała się dojrzalej, ale te wszystkie niedomówienia z Divenem, ślepa wiara w ojca Shaana, a ja coś czuję, że to on wszystko miesza.. No.. nie podoba mi się od początku. W pierwszej części nie powiedział Kali o Devenie, znaczy.. nie pamiętam dokładnie o co chodziło, czy o jego więzienie, poturbowanie, czy skazanie na śmierć. Chyba to drugie, ale to nie ważne. Nie powiedział jej o tym, by dalej z zawziętością walczyła na arenie o rękę Tarka, którego nienawidziła. A teraz? Teraz podstępem ściągnął ją do krainy Ireshu informując tylko, że jest z nim książę czyli syn Tarka i Lakii (Lakia początkowo była 2 żoną radży, ale jej siostra, czyli matka Kalindy - uciekła z Bhutą, Kalinda, która jak powiedziano radży była synem, ale zmarła przy porodzie razem z matką - była 1 żoną radży. Tak więc książę Ashwin zakochany w naszej Kali jest jej najbliższym kuzynem. Właśnie.. wspomniałam, że zakochany. Chłopak siedział w klasztorze całe życie z nosem w książkach aż tu nagle dzięki śmierci ojca zostaje jakby spuszczony ze smyczy. Kali mu się opiera, bo wciąż jest z Devenem i książę wygląda kubek w kubek jak jego ojciec. Może i ma inny charakter, ale to jednak geny Tarka. Wróćmy do brata Shaana. Duchowny ściągając Kali do Ireshu nie powiedział jej o kolejnym turnieju tronowym oraz o tym, że w momencie śmierci radży, młody książę w "spadku" dostaje po ojcu wszystkie jego żony i kurtyzany. Może je poślubić, zabić, sprzedać, cokolwiek. Ale niestety teraz szukają sprzymierzeńców do pokonania przywódcy bhutów - Hastina. I tak fantazyjnie wykombinowali, że każdy z czterech państw wystawi swoją kandydatkę i one mają wkroczyć na arenę. Te cztery piękne, młode kobiety - bhuty będą walczyć o bycie 1 żoną księcia. Początkowo księciu zależało na poślubieniu każdej kolejno jak wygrają turniej, ale sułtan, który ich gości uparł się by to była tylko jedna z nich. Która z nich zwycięży? Nie zdradzę. Ale zdradzę, że koniec drugiego tomu zapiera dech w piersiach, szczególnie, gdy wskrzeszony zostanie Odchłaniec, a Kalinda zawładnie nad ognistym smokiem.
Dziś przychodzę do Was z drugim tomem magicznej historii. Na facebooku i instagramie pozwoliłam sobie ominąć typową recenzję książki i przeszłam od razu do mojej opinii, by nie zdradzać zbyt wielu szczegółów. Dopowiedziałam tylko, że nadal śledzimy losy Kalindy, która wciąż włada ogniem. Tym razem szuka ratunku dla imperium. I w tym miejscu ogromnie się cieszę, że mam tego bloga. Mogę się rozpisać. Pozdradzać szczegóły. Streścić zamiast zrecenzować. I szczerze przyznam, że recenzowanie zaczęło mnie nudzić przy dobrych książkach. Najchętniej opowiedziałabym całość i skomentować przy tym zachowania bohaterów.
💛W tej części pojawiają się nowi bohaterowie, nowe imiona, nowe nazwy miejsc, nowe legendy. Część recenzujących zapewne stwierdzi, że jest to przytłaczające, tak jak w "Setnej królowej". No.. nie sądzę. Tak jak w 1 tomie, tak i w drugim Emily R. King według mnie jasno nakreśla, jakie postaci są warte zapamiętania, a na jakie należy uważać, czy mieć je gdzieś na dnie pamięci. Dialogi są żywe, a opisy niezbyt długie. Pokochałam Kalindę na nowo. Jej moc, hart ducha, upartość, obmyślanie planu naprzód, to coś, co powinna mieć każda osoba. Nie znam drugiego takiego bohatera, który pokazuje, ile trzeba mieć w sobie siły, by dążyć do wymarzonego celu. Autorka barwnie opisała kolejne stoczone przez nią walki, przez co czułam zapach, strach, radość podczas tych wydarzeń. Z niecierpliwością czekam na kolejny tom, by znów pochłonął mnie świat Tarachandu, a gdy już przeczytam je wszystkie, z pewnością wrócę do początku lektury, by nigdy nie móc z niej wyjść. Za egzemplarz dziękuje @wydawnictwo.kobiece
Czekam, aż uspokoi się gwałtowne bicie serca, a potem rozświetlam dłoń swoimi mocami. Kobra leży nieruchomo przede mną. Obok niej w ziemi, gdzie wywołałam dym, coś się tli. To słabe światełko nie przeraża mnie tak jak ognisko czy buchający płomień, niemniej jest to naturalny ogień, który zrodził się ze mnie. Zgarniam żar złączonymi dłońmi. Czuję, jak gaśnie. Jestem ogniem, a ogień jest mną. odpowiadam za to, by pozostał we mnie.Jednak jak każda książka miała swoje nudne momenty. Początek okropnie mi się dłużył, ale podejrzewam, że było to spowodowane prawie rokiem przerwy między czytaniem oby dwóch tomów. Za to koniec.. Nie mogłam się oderwać od książki, ale..
Jak na złość Kalinda była kilka razy nieporadna, no wiesz.. taka mega niezdecydowana i jakby jej wszystko z rąk leciało. Fakt, autorka sprawiła, że Kalinda zachowywała się dojrzalej, ale te wszystkie niedomówienia z Divenem, ślepa wiara w ojca Shaana, a ja coś czuję, że to on wszystko miesza.. No.. nie podoba mi się od początku. W pierwszej części nie powiedział Kali o Devenie, znaczy.. nie pamiętam dokładnie o co chodziło, czy o jego więzienie, poturbowanie, czy skazanie na śmierć. Chyba to drugie, ale to nie ważne. Nie powiedział jej o tym, by dalej z zawziętością walczyła na arenie o rękę Tarka, którego nienawidziła. A teraz? Teraz podstępem ściągnął ją do krainy Ireshu informując tylko, że jest z nim książę czyli syn Tarka i Lakii (Lakia początkowo była 2 żoną radży, ale jej siostra, czyli matka Kalindy - uciekła z Bhutą, Kalinda, która jak powiedziano radży była synem, ale zmarła przy porodzie razem z matką - była 1 żoną radży. Tak więc książę Ashwin zakochany w naszej Kali jest jej najbliższym kuzynem. Właśnie.. wspomniałam, że zakochany. Chłopak siedział w klasztorze całe życie z nosem w książkach aż tu nagle dzięki śmierci ojca zostaje jakby spuszczony ze smyczy. Kali mu się opiera, bo wciąż jest z Devenem i książę wygląda kubek w kubek jak jego ojciec. Może i ma inny charakter, ale to jednak geny Tarka. Wróćmy do brata Shaana. Duchowny ściągając Kali do Ireshu nie powiedział jej o kolejnym turnieju tronowym oraz o tym, że w momencie śmierci radży, młody książę w "spadku" dostaje po ojcu wszystkie jego żony i kurtyzany. Może je poślubić, zabić, sprzedać, cokolwiek. Ale niestety teraz szukają sprzymierzeńców do pokonania przywódcy bhutów - Hastina. I tak fantazyjnie wykombinowali, że każdy z czterech państw wystawi swoją kandydatkę i one mają wkroczyć na arenę. Te cztery piękne, młode kobiety - bhuty będą walczyć o bycie 1 żoną księcia. Początkowo księciu zależało na poślubieniu każdej kolejno jak wygrają turniej, ale sułtan, który ich gości uparł się by to była tylko jedna z nich. Która z nich zwycięży? Nie zdradzę. Ale zdradzę, że koniec drugiego tomu zapiera dech w piersiach, szczególnie, gdy wskrzeszony zostanie Odchłaniec, a Kalinda zawładnie nad ognistym smokiem.
Jeśli masz ochotę zerknąć na recenzję tomu pierwszego zapraszam tutaj - "Setna królowa". Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Wydawnictwo Kobiece. Czy wiesz, że polska wersja okładek jest kropka w kropkę taka sama jak oryginał?
tytuł: Ognista królowa
autor: Emily R. King
ilość rozdziałów: 33
ilość stron: 348
przełożył: Ryszard Oślizło
wydawnictwo: kobiece (2020)
ocena: 5/5


Komentarze
Prześlij komentarz