Morderstwo w sądzie - A. H. Gabhart

Mieszkam w małym miasteczku, gdzie każdy każdego zna. Są tu zabytki, jest pizzeria, kilka sklepów, są zwyczajni w świecie ludzie. Znajomy opis? Być może sam pochodzisz z takiej mieściny jak moja. Być może przejeżdżałeś kiedyś przez nią, teraz nie pamiętając nawet jej nazwy. Zazwyczaj jest dobrze, choć zdarzały się przykre sytuacje. Bardzo podobne do tych z serii Zagadek z Hidden Springs. Każda mieścina ma swoje tajemnice. Jesteś pewny, że znasz doskonale swojego sąsiada?

Serię napisaną przez Ann H. Gabhart zaczęłam czytać nie po kolei. Na blogu znajdziesz recenzję najpierw 2 (Śmierć przychodzi pocztą), następnie 3 części (Morderstwo to nie wypadek). Teraz przyszła pora na część pierwszą.

Dzięki Wydawnictwo Dreams miałam przyjemność znów wyjechać do USA i razem z Michael'em prowadzić śledztwo. Miałam swoje przypuszczenia i rozwiązania, byłam bardzo blisko. Na nowo doceniłam postaci Mike'a, Hanka, Lindy. Polubiłam Anthony'ego. A Bethy Jean? Moja idolka 💚 Mimo, że serię można czytać bez znajomości pozostałych tomów polecam czytać po kolei. Przed chwilą zamknęłam książkę. I czuję, że muszę przeczytać serię od nowa. To idealny kryminał na ciepłe dni. Styl autorki mógłby mi towarzyszyć do końca życia. Smuci mnie jedynie fakt, że seria jest mało znana. Polecam z całego serducha!

Ale do rzeczy! Przyznaję że dawno nie pisałam recenzji i zapewne wyszłam nawet bardziej niż nieco z wprawy. Ale, że tego bloga prowadzę głównie dla siebie, zrobię wszystko co w mojej mocy i nie będę bała się zdradzić wszystkiego od A do Z. 

Historia zaczyna się dość niewinnie. Miejscowa plotkara, która wie wszystko o wszystkich, wie kto kiedy się urodził, kto z kim poszedł do łóżka, ba! zna nawet ich daty ślubów, wie także, kto był na mszy w kościele, a kto nie. Każdego dnia wchodzi do sądu o tej samej godzinie przywitać się i wyrwać szponami jakiekolwiek informacje o mieszkańcach, bo musicie wiedzieć, ale tamtejszy Sąd to też Policja i w ogóle urząd jak u nas Urząd Miasta. Kobieta zauważa mężczyznę siedzącego na schodach, ale ten bezczelny typ nawet na nią nie spojrzał, i  zgrozo! dzień dobry nawet nie odpowiedział. Kobieta oburzona wpada do biura komisariatu i opowiada co przed chwilą się wydarzyło. Mike, jak to Mike. Młody chłopak, ale nie zwykle spokojny, idzie wygarnąć pijakowi, bo babsko mu suszy głowę i nawet po piętach depcze. Jakie zdziwienie wychodzi na twarze, gdy okazuje się, że pijaczyna jest zastrzelony. I nie żyje. No.. tak na śmierć. Rozpoczyna się poszukiwanie zbrodniarza. Mike lawiruje między poszlakami, autorka wodzi nas za nos. Poznajemy bohaterów od podszewki. Poznajemy też młodego chłopaka, który według Mike'a jest do niego podobny. Oboje stracili rodziców, obojgiem zajmują się ciotki. Jak się na końcu okazuje postać Sędziego ma kluczowe znaczenie. Wszędzie go pełno i w nieodpowiednich momentach. Najlepsze jest to.. że w Hidden Springs popełniono nie tylko jedno morderstwo. Czy sprawca zostanie doprowadzony przed sąd? 

Ta historia to świetny kryminał na ciepłe dni, jest tu też ukryty humor (kocham sarkazm) i są też wątki miłosne, jednak nie na tyle by mogły przeszkadzać w lekturze.
(...) przeczucie dla reportera jest niczym drobinka złota dla poszukiwacza. Kiedy zobaczy ten błysk, nieważne jak mały chce kopać i kopać, żeby odkryć prawdziwe samorodki.
tytuł: Morderstwo w sądzie
autor: Ann H. Gabhart
ilość rozdziałów: 32
ilość stron: 355
przełożył: Magdalena Peterson
wydawnictwo: Dreams (2019)
ocena: 5/5


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

W labiryncie - D. Carrisi

Był sobie pies 2 - W. B. Cameron

Ring Girl - K. N. Haner